Wielokrotnie w wielu miejscach urządzenia służące do ultrasonografii point-of-care są przedstawiane jako stetoskop XXI wieku. Ale to jest daleko idące mijanie się z prawdą. Stetoskop jest tani, zawsze pod ręką, do użycia w każdych warunkach. Każdy kto używał stetoskopu przyzna, że jest to urządzenie bardzo przydatne. Osłuchiwanie płuc ma ugruntowaną pozycję w praktyce klinicznej. Pomaga odróżnić w większości przypadków stany chorobowe płuc.
Ultrasonografia natomiast wymaga kosztownych urządzeń, które to wymagają zasilania. Wymaga także specjalnego treningu, aby nauczyć się rozpoznawać poszczególne artefakty jak linie B, linie A czy konsolidacje a do tego jeszcze dochodzi ocena funkcji serca. Nie-do-ogarnięcia. Nie wspominając już o tym, że daje możliwość wykrycia obrzęku płuc na bardzo wczesnym etapie. Z doskonałą czułością i swoistością rozróżnia w płucach zapalenie, obrzęk czy ARDS. Potrafi wykluczyć odmę w 100% bez większego problemu. Ocena płynu w jamie opłucnowej i kontrolowanie drenażu z użyciem ultrasonografii jest proste i zwiększa bezpieczeństwo pacjenta. A do tego jeszcze jest to jedyna technika obrazowania ukazująca narządy w akcji. Można sobie wyobrazić przypadki niewydolności oddechowej spowodowane niedowładem mięśnia przepony – bez USG można tylko sobie wyobrażać.
Wniosek:
Nie da się porównywać urządzenia, które ma, oszczędnie mówiąc możliwości diagnostyczne bliskie badaniu CT, dostępne przyłóżkowo, bez żadnych (sic!) działań ubocznych, i do tego powtarzalnie bez ograniczeń, do tego sprzętu z początków XIX wieku gdzie każdy słyszy co chce, i na co chory mu pozwoli a nawet nie ma możliwości jak tego zarejestrować żeby do czegokolwiek się odnieść i porównać.
Boom!
Do zobaczenia w B-mode.
Szczęśliwego Nowego 2019
